Znasz to uczucie, gdy próbujesz napełnić wiadro, które ma dziurę w dnie? Wlewasz i wlewasz, a poziom wody jakoś nie chce wzrosnąć. Dziwne, prawda?
Dokładnie tak samo czuje się większość kosmetologów próbujących robić marketing. Wkładają mnóstwo energii, a efekty… cóż, powiedzmy, że są jak te mokre ślady na podłodze — widać, że coś się działo, ale po chwili nawet to wysycha. Gdy widzisz na Instagramie te perfekcyjne profile gabinetów kosmetycznych, czujesz przypływ zazdrości albo motywacji?
“Jak ona to robi?” — myślisz, patrząc na właścicielkę gabinetu, która publikuje idealne zdjęcia zabiegów, prowadzi webinary, wychowuje trójkę dzieci i jeszcze znajduje czas na poranną jogę, wszystko z nieskazitelnym makijażem i bez jednego odrostka. Odpowiem Ci — prawdopodobnie NIE robi tego wszystkiego. A przynajmniej nie sama i nie codziennie. To trochę jak z tym idealnym ciastem, które koleżanka przyniosła na przyjęcie. Wszyscy myślą, że piekła całą noc, a prawda jest taka, że zna świetną cukiernię, która nie ma profilu na Instagramie.
Prawda jest taka, że większość kosmetologów, których znam (a znam ich naprawdę sporo), ledwo łapie oddech między klientkami. Ich dzień to nie inspirujące cytaty i flat layki na Instagramie, tylko:
- Poranna kawa wypita w biegu
- Klientka spóźniona 15 minut, co wywraca cały harmonogram
- Telefon, który dzwoni w najmniej odpowiednim momencie
- Dostawa, która miała być wczoraj, a kurier twierdzi, że próbował się dodzwonić
- Klientka, która “tylko na chwilę” chciała się dopytać o coś po zabiegu, a zostaje 20 minut
Gdy pytam ich o marketing, patrzą na mnie wzrokiem, który mówi: “Kamil, serio? Kiedy niby mam to robić? Między depilacją woskiem a wyprowadzaniem psa?” I mają rację. To trochę jak pytanie kogoś, kto próbuje utrzymać równowagę na linie, czy nie mógłby przy okazji żonglować. Technicznie możliwe? Tak. Realne? Niekoniecznie.
Tradycyjny marketing w branży beauty nie tyle umarł, co został pogrzebany żywcem pod górą powiadomień, newsletterów i postów na Instagramie. Nie dlatego, że był zły – po prostu przegrał walkę o uwagę. To trochę jak próba rozmowy z nastolatkiem, gdy ten ma słuchawki na uszach. Możesz mieć najlepszy przekaz na świecie, ale jeśli nie dociera on tam, gdzie są uszy (albo w tym przypadku – oczy), to równie dobrze możesz mówić do ściany. Statystyki nie kłamią:
- Średni mieszkaniec miasta widzi dziennie około 5000 przekazów reklamowych
- 90% tradycyjnych materiałów marketingowych ląduje w koszu w ciągu 24 godzin
- Przeciętny człowiek spędza na social mediach 2 godziny i 27 minut dziennie
- 83% użytkowników Instagrama odkrywa nowe produkty i usługi właśnie tam
Brzmi znajomo? Pewnie tak, bo sama łapiesz się na tym, że zamiast przeglądać katalog z gazetki, scrollujesz Instagram w poszukiwaniu inspiracji.
Generalnie masz do wyboru w zasadzie dwie drogi. Obie prowadzą do celu, ale jedna jest jak wspinaczka na Mount Everest bez tlenu, a druga… cóż, powiedzmy, że to przejażdżka kolejką górską – ekscytująca, ale ktoś inny wykonuje za Ciebie całą ciężką pracę.

Droga #1: Mount Everest dla cierpliwych (i bezsennych)
Jest to ścieżka budowania marki osobistej. Brzmi sexy, prawda? Influencerki kosmetyczne z setkami tysięcy followersów, współprace, darmowe produkty, rozpoznawalność… Tylko że nikt Ci nie mówi, co stoi za tym błyszczącym fasadą:
- Codzienne (TAK, CODZIENNE) tworzenie wartościowych treści
- Godziny spędzone na researchu, planowaniu, nagrywaniu, edytowaniu
- Miesiące, a nawet lata budowania społeczności, zanim zobaczysz pierwszy zwrot
- Nieustanna presja bycia “na”, nawet gdy masz gorszy dzień
- Konieczność bycia ekspertem nie tylko w kosmetologii, ale i w content marketingu
To trochę jak próba zostania olimpijczykiem w wieku 30 lat – technicznie możliwe, ale czy naprawdę masz na to czas, gdy prowadzisz gabinet, masz rodzinę i… życie?
Droga #2: Kolejka górska dla pragmatycznych (i zapracowanych)
A teraz wyobraź sobie, że zatrudniasz armię małych pomocników, którzy:
- Pracują dla Ciebie 24/7
- Nigdy nie narzekają
- Nie biorą L4
- Docierają dokładnie do tych ludzi, którzy mogą zostać Twoimi klientami
- Kosztują w zasadzie mniej niż pensja recepcjonistki na pół etatu
Tak działają reklamy na Facebooku i Instagramie – to Twoja osobista armia marketingowa.
Zamiast desperacko walczyć o uwagę wszystkich, możesz precyzyjnie targetować.
To jak strzelanie z precyzyjnego snajperskiego karabinu zamiast rozrzucania ulotek z helikoptera i modlitwy, że trafią one w odpowiednie ręce.

Krople deszczu i kropelki klientów — jak wyglądają poranki w gabinecie przyszłości
Wyobraź sobie, że budzisz się rano. Za oknem delikatnie szumi deszcz, a Ty z lekkim westchnieniem sięgasz po telefon, by sprawdzić, czy nikt nie odwołał dzisiejszej wizyty. Zamiast tego widzisz serię powiadomień, które sprawiają, że Twoje zaspane oczy nagle stają się szeroko otwarte:
- “Nowa prośba o umówienie wizyty”
- “Klientka zainteresowana zabiegiem na kwas hialuronowy”
- “Trzy osoby poprosiły o cennik”
- “Ktoś chce umówić się na konsultację przed weekendem”
- “Dwie klientki czekają na potwierdzenie terminu”
- “Nowe zgłoszenie na kurs makijażu permanentnego”
A Ty… Ty jeszcze nawet nie wypiłaś pierwszej kawy. Twój kot patrzy na Ciebie, jakby chciał powiedzieć: “Człowieku, nakarm mnie, zanim zaczniesz obsługiwać armię klientek.” To nie sen. To nie utopia. To nie jakiś równoległy wszechświat, gdzie gabinety kosmetyczne mają magiczne moce przyciągania klientów. To rzeczywistość gabinetów, które przestały polegać na “marketingu szeptanym” i przeszły na automatyczny system generowania leadów.
Tak właśnie działają dobrze ustawione reklamy na Facebooku i Instagramie.
To jak zatrudnienie super-pracownika, którego CV wygląda tak:
- Pracuje 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu (bez dodatkowych kosztów za nadgodziny)
- Zaczepia tylko tych, którzy faktycznie mogą być zainteresowani Twoimi usługami (a nie przypadkowych przechodniów)
- Nie prosi o urlop, premię ani podwyżkę (ani o “dzień wolny, bo szwagier się żeni”)
- Nigdy nie ma złego dnia ani kaca po firmowej imprezie (ani nie przychodzi spóźniony, mówiąc “korki były”)
- Potrafi rozmawiać jednocześnie z 50 różnymi osobami (bez pomylenia ich imion czy zabiegów)
- Nie zjada Twoich ciastek z lodówki (ani nie zostawia brudnego kubka w zlewie)
- Nie plotkuje z klientkami o swoim życiu prywatnym (ani o Twoim)
- Nigdy nie choruje, nie spóźnia się i nie ma “sprawy na mieście o 14:00”
Czy zatrudniłabyś taką osobę? Oczywiście! Szczególnie gdyby jej pensja wynosiła ułamek tego, co płacisz swoim obecnym pracownikom.
Twoje reklamy mogą działać w tle, cichutko jak lodówka, generując każdego dnia nowe zapytania. Nawet nie zauważysz ich obecności — dopóki nie przestaną działać. To trochę jak posiadanie magicznego drzewa, które zamiast jabłek rodzi potencjalnych klientów. Nie musisz go podlewać codziennie — wystarczy, że raz na jakiś czas sprawdzisz, czy wszystko jest w porządku. Albo jak ta mityczna kura znosząca złote jajka — tylko że w tym przypadku to nie bajka, a rzeczywistość, którą widzę każdego dnia u naszych klientów.

Automatyzacja komunikacji, czyli jak sklonować siebie bez laboratorium
Twoja twarz, gdy mówię o reklamach na Facebooku, przypomina minę kierowcy, który właśnie dostrzegł korek na 10 kilometrów, a ma już tylko ćwiartkę baku. Rozumiem to. Naprawdę. Bo widzisz, to trochę jak z tą starą anegdotą o restauratorze, który narzekał na zbyt mało klientów, a gdy w końcu przeprowadził skuteczną kampanię marketingową, zaczął narzekać na… zbyt DUŻO klientów. Klasyczny przypadek “uważaj, o co prosisz, bo możesz to dostać”.
Większość właścicieli gabinetów staje przed tym samym dylematem:
- Albo ignorujesz zapytania (i tracisz klientów)
- Albo odpowiadasz na nie w czasie zabiegów (i obniżasz jakość usług)
- Albo odpowiadasz po godzinach (i tracisz życie prywatne)
- Albo zatrudniasz recepcjonistkę (i zjada Ci to marżę)
Każda z tych opcji jest… delikatnie mówiąc, niedoskonała. To trochę jak wybór między zjedzeniem zepsutej kanapki a niejedzeniem wcale. Żadna opcja nie jest szczególnie apetyczna. Ale co, gdyby istniała opcja 5? Taka, która pozwala Ci zachować skupienie podczas zabiegów, nie tracić klientów, mieć życie po pracy I nie zatrudniać dodatkowej osoby?
A co, gdybym powiedział Ci, że istnieje sposób na automatyczne obsługiwanie zapytań klientów tak, jakbyś to robiła Ty sama?
Nie, nie mówię o zatrudnieniu swojej bliźniaczki (choć jeśli masz taką możliwość, to też niezły pomysł). Mówię o inteligentnym chatbocie, który działa jak Twoja cyfrowa asystentka. I zanim przewrócisz oczami na dźwięk słowa “chatbot”, zapomnij o tych wszystkich irytujących automatach telefonicznych, które każą Ci wciskać “1” przez dziesięć minut, tylko po to, by na końcu i tak połączyć Cię z konsultantem. To zupełnie inna liga.
Klientka pisze na Messengerze: “Dzień dobry, chciałabym zapytać o zabieg na naczynka na policzkach. Czy to boli i ile kosztuje?”
- Bot natychmiast odpowiada: “Dzień dobry! Na naczynka polecamy zabieg laserem IPL, który jest praktycznie bezbolesny – klientki opisują go jako delikatne ciepło na skórze. Zabieg kosztuje 250 zł za pojedynczą sesję, a dla najlepszych efektów zalecamy serię 3-4 zabiegów co 3-4 tygodnie. Czy interesuje Panią konkretny termin?”
- Klientka: “A macie coś w przyszłym tygodniu?”
- Bot: “W przyszłym tygodniu mamy wolne terminy we wtorek o 10:00 i 15:30 oraz w czwartek o 12:00 i 17:00. Który termin byłby dla Pani dogodny?”
I tak dalej – bot może przeprowadzić całą rozmowę, od pierwszego pytania, przez wyjaśnienie szczegółów zabiegu, po umówienie konkretnego terminu. A Ty w tym czasie? Możesz skupić się na zabiegu, na kliencie, który już siedzi w Twoim fotelu. Albo – co być może jeszcze ważniejsze – możesz w końcu zjeść obiad, nie trzymając telefonu w drugiej ręce.

Od “przepraszam, muszę sprawdzić kalendarz” do “proszę, wybierz dowolny termin”
Znasz ten moment, gdy dzwonisz do fryzjera, a w słuchawce słyszysz: “Proszę poczekać, muszę sprawdzić kalendarz”? A potem te wszystkie odgłosy przewracania kartek, mamrotanie pod nosem i ostatecznie: “Niestety, mamy tylko wtorek 8:15 albo za trzy tygodnie”? To jak próba kupienia iPhone’a w sklepie, który akceptuje tylko płatność gotówką i nie ma terminala. W 2025 roku. Świat się zmienił. Dziś zamawiamy jedzenie jednym tapnięciem, znajdujemy miłość przesuwając palcem i oglądamy całe sezony seriali bez wstawania z kanapy. A Twoi klienci wciąż mają dzwonić, żeby umówić zabieg na brwi?
Wyobraź sobie: jest 23:17. Leżysz już w łóżku z książką, po całym dniu stania na nogach i wykonywania zabiegów. W tym samym momencie Kasia, przeglądając Instagram, trafia na Twoje zdjęcie “przed i po” zabiegu na usta. “O rany, chcę to!” – myśli i… od razu rezerwuje termin na przyszły tydzień.
Ty nic o tym nie wiesz. Dowiesz się dopiero rano, gdy otworzysz oczy i zobaczysz powiadomienie: “Nowa rezerwacja: wtorek, 15:30”. Tak właśnie działa system rezerwacji online – jak idealny pracownik, który nigdy nie śpi, nie ma złych dni i nie bierze urlopu.
Opcja 1: Gotowe platformy – to jak wynajęcie mieszkania
– wprowadzasz się od razu, wszystko działa, ale musisz dostosować się do tego, co jest. Zalety:
- Możesz wystartować w 24 godziny
- Niski koszt początkowy (często tylko miesięczny abonament)
- Gotowa aplikacja, którą klienci mogą pobrać
- Automatyczne przypomnienia o wizytach (bo kto lubi te nieszczęsne “no-show”?)
- Intuicyjny interfejs (przetestowany na tysiącach innych salonów)
Wady:
– Miesięczny abonament (zwykle 100-300 zł)
– Ograniczona personalizacja (Twój salon to tylko jeden z wielu)
– Twoja marka jest mniej widoczna
– Jesteś częścią katalogu (gdzie klient może równie łatwo trafić do konkurencji)
Opcja 2: Własny system rezerwacji. To jak budowa domu
– kosztuje więcej na starcie, trwa dłużej, ale masz dokładnie to, czego potrzebujesz. Zalety:
- Pełna personalizacja pod Twoją markę
- Integracja z Twoją stroną (bez przekierowań)
- Brak comiesięcznych opłat za użytkowników
- Możliwość dodania własnych, unikalnych funkcji
- Wyróżniasz się na tle konkurencji
- Możesz ustawiać dowolne konfiguracje
Wady:
– Wyższy koszt początkowy (5000-10000 zł)
– Dłuższy czas wdrożenia
– Ty odpowiadasz za aktualizacje i wsparcie
Po przeanalizowaniu setek gabinetów kosmetycznych, zauważyłem ciekawą prawidłowość: najlepiej radzą sobie te, które podchodzą do sprawy… hybrydowo.
To jak z samochodami – najpierw kupujesz używanego, który po prostu działa, a dopiero potem, gdy dokładnie wiesz, czego potrzebujesz (i masz na to budżet), zamawiasz auto skonfigurowane pod siebie.
Dlatego rekomendacja jest prosta:
- Zacznij od gotowej platformy (szybki start)
- Zbieraj doświadczenia i feedback klientów
- Gdy Twój biznes urośnie, rozważ własny system
Marketing w pigułce, czyli jak robić biznes, gdy Ty śpisz
Ferrari zaparkowane na podjeździe pracuje dla Ciebie? Nie, stoi i wygląda ładnie. Rolex naprawia zegarki, gdy Ty śpisz? Też nie, po prostu pokazuje czas.
Za to dobrze skonfigurowany system marketingowy w Twoim gabinecie? Ten pracuje na okrągło, znajdując klientów, odpowiadając na ich pytania i umawiając wizyty – nawet gdy Ty oglądasz kolejny odcinek “Emily w Paryżu” z kieliszkiem prosecco w ręku. To nie magia. To automatyzacja.
Moja wizja nowoczesnego gabinetu kosmetycznego to system naczyń połączonych, gdzie każdy element współpracuje z pozostałymi, tworząc zamknięty obieg:
- Reklamy na Facebooku i Instagramie działają 24/7, precyzyjnie targetując potencjalne klientki (te, które mieszkają blisko, interesują się zabiegami i pasują do Twojego profilu cenowego)
- Chatbot natychmiast odpowiada na zapytania, niezależnie czy jest 14:00 czy 2:00 w nocy
- System rezerwacji umożliwia błyskawiczny wybór terminu i płatność zaliczki
- Automatyczne i przedpłacone wizyty przypomnienia zmniejszają liczbę nieodbytych
- Ty skupiasz się wyłącznie na tym, w czym jesteś najlepsza – wykonywaniu zabiegów
To trochę jak z nowoczesnym smart-domem, gdzie światła włączają się, gdy wchodzisz do pokoju, temperatura reguluje się automatycznie, a lodówka sama zamawia mleko, gdy się kończy (tak, serio, tak już się da)
Kiedy mój tata kupił pierwszy smartfon, był przekonany, że to urządzenie wymaga wiedzy na poziomie NASA. Dziś ma 70 lat i robi lepsze zdjęcia na Instagramie niż ja. Dlaczego? Bo ktoś (w tym przypadku ja, jego cierpliwy syn) pokazał mu, jak to działa. Z automatyzacją gabinetu jest dokładnie tak samo. To trochę jak z obsługą smartfona – nie musisz wiedzieć, jak działa procesor, żeby korzystać z Instagrama. Potrzebujesz tylko kogoś, kto skonfiguruje system i pokaże Ci, jak go używać.
Są 2 drogi żeby to wszystko ogarnąć:
Zleć to specjalistom (jak my) – szybciej, prościej, ale drożej
To jak wynajęcie Gordona Ramsaya, żeby ugotował Ci kolację. Droższe? Tak. Ale efekt murowany, a Ty nie musisz nawet wchodzić do kuchni.
Naucz się i zrób to sama (z naszym kursu) – więcej pracy, ale taniej
To jak nauczenie się gotowania z książką kucharską. Zajmie więcej czasu, będziesz musiała poświęcić kilka wieczorów, ale efekt będzie zbliżony.
W świecie, gdzie konkurencja rośnie, a czas staje się najcenniejszym zasobem, automatyzacja nie jest już luksusem – to konieczność. To trochę jak z przejściem z konnego powozu na samochód. Początkowo wielu woźniców uważało samochody za fanaberię, która nigdy się nie przyjmie. “Konie są bardziej niezawodne!” – krzyczeli. “Co zrobisz, gdy skończy się benzyna?!” – pytali.
Dziś? Cóż, nie widzę zbyt wielu konnych powozów na ulicach Warszawy. Podobnie będzie z automatyzacją w gabinetach kosmetycznych. Za 5 lat będziemy się zastanawiać, jak kiedykolwiek funkcjonowaliśmy bez niej. Będziemy wspominać czasy ręcznego umawiania wizyt jak epokę, gdy trzeba było wstawać, żeby przełączyć kanał w telewizorze.
Pytanie tylko, czy będziesz w gronie pionierów, czy maruderów?

Cyfrowe niewidoczni. Jak zniknąć z internetu będąc online?
Wyobraź sobie przepięknie urządzony gabinet kosmetyczny. Fotele z najwyższej półki. Luksusowe kosmetyki. Doświadczona kosmetolożka. I… pusta recepcja. Dlaczego? Bo klienci nie mogą go znaleźć. W świecie, gdzie pierwszym odruchem przy szukaniu usług jest sięgnięcie po telefon, bycie niewidocznym w internecie to jak prowadzenie gabinetu bez adresu.
Kiedy potencjalna klientka szuka gabinetu kosmetycznego, pierwsze miejsca, w które zerka, to Google Maps i Apple Maps. To Twoje wirtualne wizytówki, które muszą być nie tylko obecne, ale też perfekcyjnie skonfigurowane. Google Maps to nie tylko mapa. To centrum dowodzenia Twoim biznesem w oczach potencjalnych klientów. Dlaczego jest tak ważna?
- Pozwala Ci kontrolować pierwsze wrażenie – zdjęcia, godziny otwarcia, oferta
- Umożliwia zbieranie opinii – czyli Twojego cyfrowego kapitału zaufania
- Daje natychmiastową widoczność – nawet przed uruchomieniem strony internetowej
- Jest całkowicie darmowa – najlepsza inwestycja marketingowa o zwrocie nieskończoność %
Co najlepsze? Możesz skonfigurować ją samodzielnie, bez pomocy “specjalistów”, którzy zażądają za to fortuny. Stworzyliśmy mini-kurs “Google Maps dla Twojego Gabinetu”, który przeprowadzi Cię przez cały proces krok po kroku. Po dwóch godzinach Twój gabinet będzie widoczny dla wszystkich, którzy szukają Twoich usług w okolicy.
Apple Maps – ukryty skarb, którego konkurencja nie odkryła
Tu zaczyna się prawdziwa przewaga konkurencyjna. Statystyki są bezlitosne – 92% gabinetów kosmetycznych w Polsce NIE MA skonfigurowanej wizytówki w Apple Maps. A przecież użytkownicy iPhone’ów stanowią znaczącą część klienteli premium gabinetów kosmetycznych. I zgadnij, jakiej aplikacji używają do nawigacji? Apple Maps jest domyślną aplikacją na każdym iPhone’ie. Nasz drugi mini-kurs “Apple Maps dla Kosmetologów” to kompletny przewodnik po konfiguracji, optymalizacji i wykorzystaniu potencjału tej platformy.
W czym jako Empire Beauty Ci pomożemy?
Słyszysz ten dźwięk? To odgłos Twojego telefonu, który właśnie zaczął wibrować od powiadomień o nowych rezerwacjach. Tylko że… to jeszcze nie wydarzyło się w Twoim gabinecie? No cóż, na szczęście jesteśmy my – Empire Beauty. Twój osobisty zespół ds. “niech ten telefon wreszcie zadzwoni, ale niech ktoś inny go odbierze”. Oto, co możemy dla Ciebie zrobić:
Zrobimy Ci reklamy, które działają
Masz dość reklam, które zjadają budżet, a nie generują klientów? My też. Dlatego nasze podejście jest inne. Zamiast strzelać na oślep i modlić się o trafienie, precyzyjnie targetujemy Twoją idealną klientkę – tę, która szuka dokładnie takich zabiegów, jakie oferujesz.
- Skonfigurujemy kampanie, które docierają do właściwych osób
- Stworzymy reklamy, które przekonują do działania
- Zoptymalizujemy budżet, by każda złotówka pracowała na maksimum
- Nauczymy Cię, jak samodzielnie prowadzić kampanie (jeśli wolisz mieć kontrolę)
Wdrożymy automatyzację obsługi Klienta:
“Dzień dobry, czy mezoterapia boli?” – setny raz dzisiaj. I pewnie nie ostatni. Co gdybyś mogła odpowiadać na te pytania, nawet gdy śpisz? Nasz system automatyzacji obsługi klienta to właśnie umożliwia.
- Wdrożymy chatbota, który odpowiada na najczęstsze pytania
- Zaprogramujemy go tak, by mówił Twoim językiem i reprezentował Twoje wartości
- Skonfigurujemy automatyczne odpowiedzi na typowe scenariusze
- Zapewnimy płynne przejście od pytań do rezerwacji
- Odciążymy Cię w codziennych obowiązkach
System rezerwacji – koniec z “przepraszam, muszę sprawdzić kalendarz”
Umawianie wizyt przez telefon to jak płacenie rachunków przelewem z okienka bankowego – da się, ale po co, skoro są lepsze metody?
- Wdrożymy intuicyjny system rezerwacji online
- Zsynchronizujemy go z Twoim kalendarzem
- Skonfigurujemy automatyczne przypomnienia o wizytach
- Ustawimy system zaliczek, by zminimalizować “no-shows”
Poprowadzimy Twoje media społecznościowe
Media społecznościowe mogą być czymś więcej niż tylko miejscem, gdzie wrzucasz zdjęcia “przed i po”. Mogą być maszynką do generowania rezerwacji.
- Zaplanujemy strategię treści skoncentrowaną na konwersji
- Stworzymy posty, które angażują i skłaniają do działania
- Zoptymalizujemy profile pod kątem pozyskiwania klientów
- Zmierzymy efekty i dostosujemy strategię
Jesteś teraz jak bohaterka filmu fantasy, która stoi przed rozwidleniem dróg. Droga w lewo prowadzi przez las samodzielności — dłuższa, wymagająca, ale dająca satysfakcję z każdego pokonanego kilometra. Droga w prawo to szybka podróż z przewodnikiem — wygodniejsza, szybsza, bez zbędnych przygód po drodze.
Obie prowadzą do tego samego celu: gabinetu pełnego zadowolonych klientek i Ciebie, która wreszcie ma czas na kawę.
Opcja 1 – zrobię to sobie sama, ale to zrobię!
Jeśli lubisz mieć kontrolę nad swoim biznesem i chcesz nauczyć się wszystkiego od podstaw:
- Kompletny zestaw materiałów video
- Krok po kroku instrukcje wdrożenia
- Mini-kursy konfiguracji Google Maps i Apple Maps jako uzupełnienie
- Indywidualna konsultacja
- Stały dostęp do aktualizacji
Opcja 2 – zrobimy to za Ciebie
Jeśli wolisz skupić się na tym, co kochasz (czyli dbaniu o klientki), a cała ta technologia przyprawia Cię o ból głowy:
- Prowadzenie Social Media (Facebook i Instagram)
- Projektowanie grafik, filmików, reelsów
- Ustawienie automatyzacji
- Wdrożenie systemu rezerwacji
- Ustawianie reklam i pozyskiwanie klientek
Skontaktuj się z nami: marketing@ebedu.pl | Autor publikacji: Kamil Ryszard
Tagi: marketing dla beauty, marketing, marketing dla kosmetologów, marketing gabinetu, marketing dla gabinetu, Kamil Ryszard, Empire Beauty, NAQUA